Tubisiowy dzień

Dzieci opanowała dziś istna gorączka Tubisiowa. Najpierw bawiły się w kolorowe stworki, kłócąc się, kto zostanie Laa-Laa. Nie sądziłam, że ten Teletubiś cieszy się aż takim wzięciem! I to nie tylko wśród dziewczynek!

tubisiowy dzień

W końcu jakoś je pogodziłam, poprzez losowanie. Na kogo wypadło na tego bęc – a więc dalsze dyskusje i protesty nie miały już sensu, bo wiadomo, że wyliczanka to coś najbardziej sprawiedliwego na świecie, z czym nie można polemizować. Nawet gdyby się bardzo chciało.

Mama w roli odkurzacza
Kiedy zasiedliśmy do obiadu, zabawa w Tubisie trwała w najlepsze. Dzieciaki tak się rozochociły, że trzeba je było uspokajać. A kto zrobi to lepiej niż ukochany Tubisiowy odkurzacz? Chcąc nie chcąc, przyjęłam więc na siebie tę rolę. Jak się okazało – słusznie i z powodzeniem. Teletubisie, tfu, moi podopieczni zajęli się w końcu obiadem.
We względnie dobrych nastrojach dotrwaliśmy do podwieczorku, po którym postanowiłam wziąć dzieciaki na przechadzkę. I zaczęło się od nowa! Przepychanki, słowne utarczki i tak dalej… Mało tego – Zosia zaparła się, że nie założy czerwonej kurteczki, tylko żółtą, taką jak ma Laa-Laa. I skąd ja ją niby miałam wziąć, tę żółtą kurtkę? O mało co nie zrezygnowałam z wyjścia na dwór, choć powoli zaczynałam mieć dosyć.

Tubisie na dobranoc
No, ale jakoś się udało i ze spaceru wróciliśmy cali i zdrowi, a w dodatku zadowoleni. Jeśli jednak myślałam, że dzień skończy się nie-Tubisiowo, to byłam w grubym błędzie. Bo dzieciaki wymyśliły, że bez bajki o Teletubisiach na dobranoc nie zasną. A niby na czym miałam im puścić tę bajkę? Telewizor został w domu, komputer także, bo oboje z Pawłem stwierdziliśmy, że prawdziwe wakacje to te, podczas których jesteśmy odcięci od elektronicznych gadżetów. No i stało się – musiałam zaimprowizować i wymyśleć coś, co będzie miało związek z ulubionymi postaciami moich milusińskich. Zaczęłam więc tak…

Dawno, dawno temu…
– Dawno, dawno temu, kiedy na świecie nie było jeszcze ludzi…
– Ale Teletubisie już były, prawda? – od razu przerwał mi Jaś.
– Nie było ich jeszcze, Jasiu – odparłam, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że traktuję bajkowe stworki tak, jakby kiedyś, dawno temu żyły naprawdę, a nie tylko na taśmie filmowej. Ale jak się powiedziało „a”, trzeba powiedzieć „b”…
–- Najpierw na świecie były dinozaury, pamiętacie, jak wyglądały? Byliśmy w zeszłym miesiącu w parku miniatur – przypomniałam dzieciom.
I zaczęło się! Zamiast wysłuchać spokojnie dalszego ciągu historii, którą właśnie na szybko tworzyłam w głowie, dzieciaki zaczęły przypominać sobie wypad do parku. Okazało się, że znacznie lepiej od dinozaurów pamiętały lody, które im kupiłam, a które nieopatrznie wcisnęły do plecaków i kieszeni. W efekcie – w najmniej niespodziewanym momencie – z kieszeni i plecaków zaczęło coś kapać. I to wprost na buty pani, która stała za nami. Dzieci miały dobrą zabawę, ale ja musiałam się wtedy gęsto tłumaczyć, przepraszać za powstałą szkodę i pilnować moich szkrabów mocniej niż zwykle przez następne całe trzy godziny. Tak, mnie ten moment też utkwił w pamięci, ale z zupełnie innych powodów. Po wycieczce wróciłam do domu zmęczona, jakbym cały dzień plewiła chwasty…

Jak Tubisie ratowały dinozaury
– No i co było dalej, po tych dinozaurach? – przywrócił mnie ze wspomnień do rzeczywistości Kuba.
– Noo…. – zawiesiłam się. Ciekawe, że często tak mam. Wystarczy na chwilę odwrócić moją uwagę od wiodącego tematu, żebym zaczęła snuć inny. Albo te dygresje… Nawet Paweł, mój mąż, mówi, że czasami za mną nie nadąża.
– Więc wracając do dinozaurów – wróciłam do tematu. – W pewnym momencie zaczęły wymierać i było ich coraz mniej i mniej… I wtedy…
– Pojawiły się Teletubisie! – zawołał z przekonaniem Jaś.
Przytaknęłam.
– I co było dalej? – spytały dzieciaki.
– Na początku próbowały poradzić coś na to, żeby dinozaury dalej mogły żyć. Wymyśliły więc specjalną miksturę, która miała uzdrawiać kręgowce…
– Jakie kręgowce? – wtrąciła się Zosia. – Przecież mówiłaś o dinozaurach! Mamo, ty chyba coś kręcisz albo nie chcesz nam powiedzieć całej prawdy!

Nie udało się, czyli lipa
Zaśmiałam się w duchu z rezolutności mojej 4-latki, a głośno powiedziałam: – Dinozaury to właśnie kręgowce, takie zwierzęta, które żyły na świecie kilka milionów lat temu. Były wielkie, jadły rośliny…
– To wiemy – przerwał znów Jaś. – Opowiedz nam o Teletubisiach! Uratowały te dinozaury w końcu?
– Niestety nie – przyznałam. Przecież nie mogłam zmieniać historii ewolucji, prawda?
– To lipa – krótko skwitował Kuba, mój pyskaty 8-latek.

– Lipa – zgodziłam się. – Ale udało im się za to coś innego… – znacząco zawiesiłam głos, wiedząc, że wtedy dzieciaki umilkną i dadzą mi opowiadać.

Przeceniłam je jednak. Okazało się, że po długim Tubisiowym dniu nie wiadomo kiedy i jak – odpłynęły. W sen. I założę się, że śniły o bajkowych stworkach.